Wiosenny makijaż

Pierwszy dzień wiosny już za nami, w związku z tym postanowiłam powitać wiosnę również na mojej twarzy. Pewnie większość z was zauważyła, że po zimie cera jest wysuszona, napięta i poszarzała. Często również pojawiają się suche skórki, które stają się jeszcze bardziej widoczne po nałożeniu podkładu. Pora temu zaradzić i zaaplikować naszej twarzy zastrzyk nowej energii!

Zanim jednak sięgniemy po kosmetyki kolorowe, warto przede wszystkim zadbać o pielęgnację. Dobre nawodnienie skóry to podstawa. Oprócz stosowania kremów nawilżających, ważne jest również nawadnianie skóry od środka. Mam tu na myśli picie wody, która razem ze stosowaniem kremów nawilżających, pomaga mi zachować równowagę w nawilżeniu.

Skoro krok pielęgnacji mamy za sobą pora zająć się malowaniem!

Makijaż wiosenny powinien być lekki, świeży i pozbawiony słynnego konturowania w stylu sióstr Kardashian. Oczywiście to moje zdanie, tak naprawdę to, w jaki sposób podkreślamy nasze rysy twarzy zależy do nas samych. Ja na co dzień stosuję bronzer, jednak staram się go nakładać tak, aby uzyskać efekt skóry muśniętej słońcem. Oprócz bronzera kocham również wszelkiego rodzaju rozświetlacze i róże do policzków. To dzięki nim czuję, że moja cera wygląda na świeżą i wypoczętą.

Ostatnio przeglądnęłam wszystkie moje kosmetyki i wybrałam produkty, które świetnie się sprawdzają w moim makijażu wiosennym.

Krok pierwszy: nawilżenie

Mam cerę mieszaną w kierunku do suchej. Świetnie sprawdził się u mnie krem rewitalizujący i usuwający oznaki zmęczenia Ives Rochere Elixir 7.9. Idealnie się wchłania i dodatkowo stanowi dobrą bazę pod makijaż. Podczas jego zakupu, dostałam w gratisie rewitalizujący roll-on pod oczy z tej samej serii. Krem ma w sobie delikatne drobinki oraz aplikator z metalowymi kuleczkami, które koją zmęczoną i opuchniętą skórę. Jest moim tymczasowym rozwiązaniem po nieprzespanej nocy.

Dodatkowym produktem, który stosuję codziennie przed nałożeniem kremu jest woda różana. Pomaga mi w odświeżeniu, tonizowaniu cery i wchłanianiu się kremu.

Nie zapominajmy o spierzchniętych i popękanych ustach! Moim faworytem wśród balsamów do ust jest Blistex. Koi i chłodzi usta, nawet te popękane.

Drugim produktem, który używam od paru miesięcy jest kwiatowy błyszczyk do ust Arlésienne marki L’Occitane. Oprócz nawilżenia, podkreśla naturalny różowy kolor ust. Jego największą zaletą jest zapach i słodki posmak… aż mam ochotę go zjeść.

 

Krok drugi: podkład i korektor

Podkład: Ostatnio używam podkładu Estee Lauder Double Wear w wersji Light. Co jakiś czas pojawiają się u mnie niedoskonałości, dlatego potrzebuję podkładu, który będzie dawał mi dobre krycie, ale nie obciąży mojej skóry. Double Wear light sprawdził się u mnie rewelacyjne. Jest idealny do aplikacji za pomocą dłoni, pędzla, gąbeczki i czego tylko dusza zapragnie. Ma krycie lekkie do średniego, dlatego można go nakładać warstwowo. W przypadku wyjść wieczornych, nakładam zazwyczaj dwie warstwy, aby zwiększyć efekt krycia.

Korektor: Skóra pod oczami jest o wiele cieńsza, niż na reszcie naszej twarzy, dlatego na co dzień starajmy się nie stosować ciężkich korektorów. Mam średnie cienie pod oczami, więc nie oczekuję od mojego korektora, żeby był bardzo kryjący. Obecnie moimi ulubieńcami są: Mac Pro Longwear w odcieniu NC15 i Bourjois Radiance Reveal nr 01 Ivory. Pierwszy ma matowe wykończenie i większe krycie. Zastyga na skórze, dlatego należy z nim szybko pracować. Z kolei korektor z Bourjois ma lekką konsystencję i działanie rozświetlające. Czasami nakładam najpierw cienką warstwę korektora Mac, a na niego kropelkę Radiance Reveal – to daje mi idealne krycie. Obydwa nie rolują mi się pod oczami ani nie wysuszają.

Krok trzeci: puder wykończeniowy

Dla utrzymania świeżego i zdrowego wyglądu cery należy pamiętać o pudrze, który nie utworzy nam na twarzy tzw. „efektu ciastka”. Kwestia doboru pudru jest również zależna od naszych prywatnych upodobań. Ja zazwyczaj lubię, kiedy moja twarz lekko się błyszczy. Oczywiście nie mylmy tego z efektem świecenia się. Uwielbiam produkty, które mają w sobie delikatne drobinki i i właściwości korygujące przebarwienia. Jednym z pudrów, które zdobyły moje zaufanie to Brightening Finishing Powder od Bobbi Brown w odcieniu Porcelain Pearl. Jego lekka konsystencja idealnie dopasowuje się do koloru cery. Jest to produkt idealny dla osób z poszarzałą skórą. Bardzo często stosuję go również podczas wykonywania makijaży ślubnych. Nie widać jego tekstury na skórze, przez co makijaż wygląda naturalnie. Zwolenniczkom większego blasku polecam słynne meteorytki marki Guerlain. Mają one rzesze fanek jak i duże grono przeciwniczek. Częściowo jest to spowodowane tym, że wiele osób traktuje go jako rozświetlacz. Meteorytki aplikuje się na całą twarz, nie są produktem stricte przeznaczonym do rozświetlania kości policzkowych. Posiadam je w odcieniu 2 Light.

 

Krok czwarty: rozświetlacz

Ten krok można zastosować wedle uznania. Tak jak wspomniałam wcześniej, jestem zwolenniczką rozświetlonej cery, dlatego dla podkreślenia tego efektu codziennie aplikuję na kości policzkowe rozświetlacz. To czego od niego oczekuje to „efektu mokrej skory”. Chodzi przede wszystkim o to, aby nie miał grubych drobin, które nie wyglądają korzystnie na co dzień. Produktem, który daje mi taki efekt jest rozświetlacz w sztyfcie What’s Up z Benefitu. Zazwyczaj aplikuje go na kości policzkowe za pomocą palca, rzadziej za pomocą gąbeczki, która jest do niego dołączona. Jest to spowodowane tym, że pochłania mi ona większość kosmetyku.

Krok piąty: róż i bronzer

Tutaj zaprezentuję wam kultowy róż marki NARS w odcieniu o ciekawej nazwie „Orgasm”. Róż jest w odcieniu brzoskwiniowo-różowym z delikatnymi złotymi drobinkami. Kupowałam go od razu z bronzerem, żeby stworzyć sobie idealny zestaw kolorystyczny. Skusiłam się na bronzer Hoola marki Benefit. Przez to, że jest matowy, mogę go nakładać z każdym innym kosmetykiem zawierającym drobinki. Idealnie się blenduje i nie tworzy plam na skórze, dlatego mam pewność, że nigdy nie przesadzę z makijażem.

Krok szósty: pomadka

Inspirując się wiosennymi trendami, postanowiłam odejść od moich pastelowych pomadek i pomalować usta bardziej intensywnym kolorem. Pomieszałam dwa odcienie pomadek z Maybelline. Jedna jest zbliżona do fuksji (Vivid Rose nr 904), druga natomiast ma odcień oranżu (Vibrant Mandarin nr 914). Dla uzyskania połysku nałożyłam na środek ust błyszczyk z L’Occitane.

Krok siódmy: baza i cienie do powiek

Przez długi czas stosowałam słynną bazę z Urban Decay, Eyeshadow Primer Potion. Uwielbiam ją, ale jako kobieta uzależniona od kosmetyków, postanowiłam wypróbować czegoś nowego i, o dziwo, tańszego. Moim nowym ulubieńcem wśród baz stała się baza z Kiko. Cienie trzymają się na niej cały dzień, nawet te mniej napigmentowane. Podobnie jak poprzedniczka, jest bardzo wydajna i wygodna w nakładaniu.

W przypadku cieni do powiek często mieszam ze sobą kilka paletek. Tutaj również pojawia się marka Kiko. Cienie kupuje się pojedynczo i, podobnie jak w przypadku innych marek, można sobie je skompletować do osobnej kasetki (numery cieni w kasetce to 37, 86, 01 – bright duo).

Dla pogłębienia koloru i zaznaczenia zewnętrznego kącika oka użyłam cieni Cashmere Bunny i Sexpresso z paletki Natural Eyes marki Too Faced.

Krok ósmy: eyeliner i tusz do rzęs

Jednym z najtrwalszych eyelinerów jaki stosowałam jest ten z marki Kiko. Nie rozmazuje się i nie kruszy na powiece oraz szybko zastyga. Mogę się cieszyć perfekcyjną kreska przez cały dzień!

Dla wykończenia makijażu oka i podkreślenia go stosuję pogrubiający tusz do rzęs Scandaleyes marki Rimmel. Bardzo ładnie pogrubia i lekko wydłuża moje rzęsy, a co najważniejsze, nie kruszy się po paru godzinach, na co często narzekałam podczas stosowania tuszów z wyższych półek. Jeden malutki minus to to, że jest dosyć mokry, więc przy malowaniu rzęs należy uważać, żeby tusz nie odbił się na powiece.

Krok dziewiąty: brwi

Mój makijaż bez wykończenia brwi nie istnieje. Pomimo, że mam je z natury ciemne i gęste, lubię uzupełniać ich drobne ubytki. W tym celu stosuję pomadę do brwi z Inglota o numerze 20, a na koniec przeczesuje całość żelem Gimme Brow z Benefitu nr 3. To pomaga mi nadać im ładny kształt, który utrzymuje się aż do momentu wieczornego demakijażu.

Krok dziesiąty: utrwalenie makijażu

Dla lepszej trwałości makijażu używam hipoalergicznej mgiełki z Inglota. Pomimo utrwalania, nie powoduje uczucia ściągnięcia na skórze. Lubię w niej to, że dodaje mi jeszcze więcej świeżości i jest niewidoczna na skórze.

Polubienia: 28
Następny post: Pokaz makijażu arabskiego na Festiwalu Studiów Azjatyckich

Powiązane posty

O mnie

Z wykształcenia kulturoznawca Bliskiego Wschodu, z zawodu charakteryzator-wizażysta. Miłośniczka arabskich makijaży. Nie wiesz jak się malować? Tutaj znajdziesz odpowiedź na to pytanie! Więcej

Najpopularniejsze
Kategorie
Archiwa
Kalendarz
Sierpień 2018
P W Ś C P S N
« Lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031